Black Friday, czyli triumf konsumpcjonizmu

Black Friday

Jakie emocje towarzyszą Wam kiedy słyszycie słowa „Black Friday”? Wielkie wyprzedaże, szaleństwo zakupów, a może płacz planety i ślepy konsumpcjonizm?

W dzisiejszych czasach to już nie tylko Black Friday, ale również Black weekend, Black week i Black month… Jakie konsekwencje dla środowiska i dla nas samych może przynieść kompulsywne kupowanie z okazji wielkich przecen?

Sytuacji nie pomaga fakt, że Black Friday to święto konsumpcjonizmu, obchodzone przed świętami…oczywiście, jakże by inaczej. Przecież przed świętami i tak musimy robić zakupy — prezenty, dekoracje świąteczne i wiele innych niezbędnych rzeczy, które niedługo później trafią w kąt zapomnienia.

Dlaczego Black Friday nie jest okazją naszego życia?

Na myśl przychodzą mi od razu dwie kluczowe odpowiedzi, które powinny skłonić do myślenia wszystkich, którzy dali się ponieść euforii zakupów -20%, -50% i niemalże 100% (przecież sprzedawca nie musi zarabiać ;)).

Nabijają nas w butelkę

Skąd te poważne słowa? Nie będzie wielkim odkryciem, jeżeli powiem o zawyżaniu cen. Czy zdajecie sobie sprawę, że wiele sklepów już pod koniec lata zawyża ceny swoich produktów, aby na Black Friday je obniżyć i zbudować w naszych głowach szansę na zdobycie danej rzeczy lub usługi w niezwykle atrakcyjnej cenie? Brzmi nie fair? Wielki biznes bywa nie w porządku i nigdy nie pozwólmy sobie myśleć, że właściciele dużych korporacji chcą dla nas dobrze. Nie myślmy, że są w stanie poświecić swój zarobek dla dobra biednych klientów, którzy chcą szukać oszczędności przed świętami.

Oczywiście, zdarza się, że marki rzeczywiście obniżają ceny produktów. Nie wykorzystują przy tym naszej naiwności. W takiej sytuacji musimy zadać sobie pytanie, jaką realną wartość ma rzecz, którą chcemy kupić. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o zakupy, które musicie zrobić, bo dana rzecz jest Wam potrzebna. Black Friday kojarzy mi się jednak z kompulsywnymi, przypadkowymi zakupami, których często żałujemy.

Tu zachęcam Was do racjonalnego podejścia do sprawy, czyli…KUPUJĘ, bo POTRZEBUJĘ. A nie kupuję, bo jest Black Friday. Marketing święta konsumpcjonizmu atakuje nas z każdej strony. Trzeba mieć w sobie wiele siły, żeby nie dać się na niego nabrać. Pamiętajmy, że robiąc zakupy w tym czasie, przyłączamy się do przedświątecznego szaleństwa. To potrafi nabierać niebezpiecznego tempa.

Co możesz dla siebie zrobić w ramach Black Friday? Postaw na samorozwój! Poświęć środki, które chcesz przeznaczyć na nową bluzkę, na kurs albo warsztaty, które Cię zachwycą.

Coroczna katastrofa ekologiczna

Black Friday i okres przedświąteczny to czas w roku, kiedy środowisko cierpi jeszcze bardziej niż zwykle przez nasze wybory. Od dawna wiadomo, że dziś żyjemy szybko i używamy rzeczy równie szybko. Większość zakupów, których dokonujemy to rzeczy, które wyjdą z użytku do kolejnego roku. To masowa produkcja śmieci. Nie mówiąc o odpadach tj. paczki czy torebki po przesyłce — o ile dobrze pójdzie, zostaną poddane recyklingowi. Produkcja ubrań czy elektroniki, które tak chętnie kupujemy w Black Friday, to koszt tysięcy ton zużytej wody i wzmożona emisją CO2 (nasz dojazd do sklepów, transport produktów…).

To wszystko nie brzmi najlepiej, prawda? Dobra wiadomość jest taka, że wiele zależy od nas i naszych wyborów. W naszych rękach jest dobro naszej planety!

Co możemy zrobić? Przede wszystkim nie dać się podejść i podejmować racjonalne decyzje zakupowe. Zadajcie sobie pytanie, czy w danej sytuacji rzecz, którą chcecie kupić, jest niezbędna. Czy posłuży Wam przez dłużej niż pół roku? Szukajcie alternatyw — być może możecie coś pożyczyć od przyjaciół? A może potraficie zrobić to sami? Wyjść jest wiele, szukajcie swojej drogi do bycia bardziej #eko!

Dodaj komentarz